Po wczorajszym spacerze wokół Parku Aberta udaliśmy się do centrum. Z jego środka wyrastają kilkaset metrów ponad ziemię piękne, prostokątne wieżowce. W jednym z nich mieliśmy spać. Znajdował się nad galerią handlową”QV” – Queen Victoria. Tam swe lokum miał między innymi wielki sklep Woolworths, a także sporo knajpek z jedzeniem na wynos. Na 37. piętrze mieliśmy niesamowite widoki. Do tego ping-pong, taras i basen z siłownią pod samym dachem, osiem pięter wyżej. Wszystko za 50$/osobę dzięki Airbnb. Pomyśleć, że łóżko w hostelu kosztuje 30… Jakby coś to w jednym z wcześniejszych postów zamieściłem kod rabatowy, korzystajcie do woli 😀

Rano poszliśmy do muzeum (znów za darmo!), które było kosmiczne. Żywe pająki, wieżowce z kartonu, komora usypiająca, aborygeńskie bębny… wszystko pod jednym dachem. Super sprawa. Następnie chwila w parku i sushi pod naszym wieżowcem.

W końcu i stamtąd się wynieśliśmy, a teraz jesteśmy na lotnisku… Tak kończy się nasza podróż po Australii. Będziemy ją wspominać już zawsze, a sam kraj zapamiętamy jako zdecydowanie najłatwiejsze i najprzyjemniejsze miejsce do życia. Rankingi miały rację…

Jutro być może zwiedzanie Kataru. Za rok powrót do ukochanej Kalifornii. Wiele razy w tym miesiącu myśleliśmy o Stanach i już nie możemy się doczekać. A do Australii jeszcze wrócimy. Może za trzy lata, może za dziesięć… tak więc do zobaczenia Melbourne.

Autorzy:Łukasz

Komentarze

  1. EB
    1 października, 2015

    Łukasz czy to na pewno Twoja ręka z tym pająkiem? Jestem pod ogromnym wrażeniem.Dobrego lotu i do zobaczenia!

Dodaj komentarz