Wczoraj byliśmy w Blue Mountains. Park narodowy niedaleko przedmieść Sydney. Nazwa wzięła się od błękitnego koloru parującego eukaliptusa. Tam przejechaliśmy się trzema kolejkami, zjedliśmy pizzę, a wieczorem zawitaliśmy do domu Dawida i Amy. Fajna parka z fajnym synem 🙂

Dziś rano próbowałem znaleźć buty Macbeth ale nie było. Muszę poszukać ich jutro, bo obecne doczekały się ostatnich ze mną dni. Po szperaniu na półkach pojechaliśmy na plaże. Najpierw Bondi Beach, niesamowicie znana w całym surferskim świecie. Drugą w kolejności była plaża Manly. Urokliwa, z super deptakiem pełnym pamiątkowych sklepików. Przed chwilą pojechaliśmy na zwariowaną wersję golfa – acquagolf. Uderza się piłeczki jak najdalej siebie – prosto do jeziorka 🙂

Skosztowaliśmy wczoraj piwa Kościuszko, a także organicznego wina z terenów Południowej Australii. Wszystko pyszne tak samo, jak obiady które gotuje tu pani Teresa. Tak więc wszystko jest super, a jutro jedziemy ponownie w miasto. Do usłyszenia!

Autorzy:Łukasz

Komentarze

Dodaj komentarz