Wczoraj po oglądaniu pająków w muzeum tropikalnych zwierząt Queensland wyjechaliśmy z przepięknego Townsville. Spaliśmy na fajnym parkingu, a dziś od rana jesteśmy w australijskiej Łebie. Nie jest to Ustka, ani Kołobrzeg tylko właśnie taki średniej wielkości kurorcik. Za to urodą nie odbiega od żadnego, nawet znacznie większego odpowiednika. Airlie Beach to śliczne palmy, ładna plaża i niesamowita laguna basenów nad oceanem. Aktualnie co prawda nie pływamy bo zatrzymał nas pewien bar. I tak tłuczemy się przy wielkim shake’u limonkowym oraz niefiltrowanym piwie.

Pani za barem rozmawiała ze mną dobrych kilka minut, nawet zaproponowała skosztowanie piwa gdy dowiedziała się, że jestem z Polski, którą to kojarzy z piwnych jarmarków 🙂

Zaraz idziemy do basenów, trochę opalania i po południu dalej. Jutro Mackay, a za dwa dni wyruszamy w morze.

Odezwiemy się jutro. Miłego dnia!!!

Komentarze

  1. B.M.
    17 września, 2015

    Łukasz, rozumiem, że z pająkami jesteś już za pan brat. Żadna Bestia nie jest Ci straszna 😀
    PS.
    O co chodzi z tym “wyruszaniem w morze”?

Dodaj komentarz