Wczoraj zwiedzaliśmy ponad sześciusetmetrowe skalne wydmy – Kata Tjuta, 50km na zachód od Uluru. Chodziliśmy szlakiem Wiatru. Było wietrznie, bardzo… Widoki ładne, więc było warto. Pod centrum turystycznym usmażyliśmy sobie tosty z jajkiem sadzonym. Pyszne! W ogóle jemy tu lepiej niż w Krakowie. 🙂

Teraz Marta szykuje makaron z mini hotdogami, jak w amerykańskim serialu “The Big Bang Theory” a ja korzystam z darmowego wifi przy parku narodowym Kings Canyon. Przeszliśmy tu 6 kilometrów, co zajęło ponad trzy godziny bo teren momentami niezbyt łatwy do pokonania. Widoki super, zwłaszcza na “Garden of Eden” – naturalny ogród w środku kanionu. Pełno palm, wysokich drzew, wody… A to wszystko pomiędzy ogromnymi blokami pomarańczowej skały. Zdjęcia niestety tylko na aparacie…

Po przygodach na drodze (trochę nadrabiania) dojechaliśmy do Alice Springs. Właśnie jemy chicken burgery w tutejszym fast foodzie. Następnie czeka nocleg pod pomnikiem wyznaczającą Zwrotnik Koziorożca. Odezwiemy się prawdopodobnie jutro, a na blogu coś się pojawi pewnie dzień później.

Papa.

PS.: Kupiliśmy koalę! Samica z małym 🙂

Komentarze

  1. EB
    10 września, 2015

    Autko trzeba było zatankować, zjeść burgera i podziwiać krajobrazy, piękne… Ale gdzie Wy, dobrze,że chociaż Łukasza nogi zobaczyłam, ale gdzie Ty Córeczko?

  2. B.M.
    11 września, 2015

    Co z tym (z tą?) COALĄ???????

Dodaj komentarz