Dziś chodziliśmy z przewodnikiem śladem Wombatów. Opowiadał o roślinach, nauce młodych Aborygenów i oczywiście samej górze Uluru. Potem zaliczyliśmy szlak dookoła podstawy i na obiad zrobiliśmy sobie super naleśniki. Super bo z proszku, a takie są najlepsze!

Wieczorem podziwialiśmy zachód słońca. Niesamowite wrażenie. Teraz chcemy włączyć sobie film i zjeść nachosy. Jutro z rana Kata Tjuta, lub inaczej – Olgas.

Odezwiemy się jutro jeśli pozwoli na to sieć. Jeśli nie to bez paniki, za dwa dni wjeżdżamy do jedynego większego miasta w okolicy – damy znać wtedy. 🙂

PS.: Pająków mało, wężów brak. Zwróćcie uwagę na grzywę ptaka ze zdjęcia!

Komentarze

  1. B.M.
    9 września, 2015

    Super, że tyle udaje Wam się zobaczyć, jak zwykle “zaliczacie” wszystko, co sobie założyliście ( no może tylko oprócz tych pająków, ale nie smućcie się, głowy do góry – w końcu się Wam pokażą 😀 ) Piszcie dużo i często, wrzucajcie dużo zdjęć (także takich, na których Wy jesteście). Pozdrawiamy, papa
    P.S.
    Jak wrócicie do domu – obiecuję naleśniki. Oczywiście z proszku 🙂

Dodaj komentarz