Minął nieco ponad rok od naszego ostatniego pobytu na Krecie. Tym razem postanowiliśmy zwiedzić dotąd przez nas nieznany wschód wyspy. Przed wyprawą słyszeliśmy, że zachód jest bardziej zielony i najogólniej rzecz biorąc, egzotyczny, a wschód – suchy, swojski i może trochę bardziej intrygujący. Jak jest naprawdę? O tym zaczęliśmy się przekonywać już od pierwszych minut podróży. Zapraszamy na blog z początku podróży po wschodniej Krecie!

 

Lądowanie na lotnisku w Heraklionie

Kreta - wiatrakiPierwszy dzień zaczęliśmy dość późno, około 16:30. Wtedy zaczęliśmy zbliżać się do lotniska w Heraklionie. Lądowanie było niesamowite, bo najpierw oglądaliśmy z lotu ptaka cudowne Cyklady, a następnie zniżaliśmy się nad morzem. Do samego lotniska brakowało pod nami lądu, więc widoki robiły naprawdę wielkie wrażenie!

Odbiór bagażu w miarę sprawny, następnie szybki odbiór zarezerwowanego auta i… w drogę 🙂 To lubimy najbardziej. Pierwszymi atrakcjami miało być wybrzeże, charakterystyczne wiatraki i wiele, wiele więcej!

 

Pierwszy nocleg – Piskopiano

Z Heraklionu ruszyliśmy na wschód, starając się unikać autostrady. Już wtedy zauważyliśmy, że kreteńskie wybrzeże jest tu mniej zielone, niż na zachodzie. Wszędzie na horyzoncie surowe, szaro-pomarańczowe góry schodziły dość stromo do morza. Trochę przypominało to Cypr, który widzieliśmy kilka miesięcy wcześniej, tylko jeszcze bardziej górzysty.

Pierwszą noc spędziliśmy w Piskopiano – niewielkiej wiosce na zboczu góry, kilka minut drogi autem od brzegu. Zaskoczyła nas liczba barów i tawern przy głównej ulicy. Zapytaliśmy w kilku miejscach, jak ma się ruch turystyczny w tym roku i usłyszeliśmy, że czerwiec był kiepski, ale od lipca podróżnych przybywa i dzisiaj ich liczba jest bliska przed-covidowej normy. Dobrze to słyszeć i widzieć!

 

Jaskinia Zeusa i wiatraki

O poranku rozpoczęliśmy intensywne zwiedzanie. Spośród kilku atrakcji tego dnia najważniejszą miała być Jaskinia Zeusa. Nie zawiedliśmy się! Położona daleko od morza, gdzieś pośrodku wzgórz jaskinia zrobiła na nas gigantyczne wrażenie i patrząc na reakcje innych – podeskcytowanie udzielało się wszystkim.

Ogromne stalaktyty i stalagmity na wysunięcie ręki. Wszędzie wokół półmrok, schody prowadzące coraz bardziej w dół, gra świateł… Piękna sprawa! Poza tym, tuż obok kupiliśmy ręcznie dziergane poszewki na poduszki do salonu, więc znakomicie! 😊 Dodam, że jaskinia znajduje się nad ogromnym płaskowyżem. Wszędzie na nim znajdują się charakterystyczne wiatraki, dziś stanowiące piękną dekorację całego obszaru.

Jaskinia Zeusa na Krecie

 

Agios Nikolaos – najpiękniejsza panorama miasta na Krecie

W tym dniu chcieliśmy też zobaczyć wybrzeże, a przede wszystkim położone nad nim Agios Nikolaos. To całkiem spora miejscowość, położona na wzgórzach, która właśnie dzięki temu bardzo przypominała nam San Francisco. Co więcej, pośrodku miasta znajduje się jeziorko, połączone wąskim kanałem z otwartym morzem. Widok? Niech opiszą go zdjęcia, bo słów właściwych brak…

 

 

Po odwiedzinach Agios Nikolaos wybraliśmy się na południe wyspy – do Jerapetry. Kolejnego turystycznego miasta. Jeszcze o tym wspomnę, ale to tutaj po raz pierwszy zrozumieliśmy, że wschodnia Kreta posiada znacznie ładniejsze i bardziej zadbane kurorty, niż zachodnia, gdzie poza Chanią niewiele miasteczek zachwycało. Wrócę do tego jeszcze!

 

Kolejny dzień to dzień SERPENTYN

Długo na nie czekałem. Uwielbiam jeździć samochodem, a po zeszłorocznej wyprawie przez Kretę  zawsze mówiłem, że to najlepsze miejsce dla osób, które dobrze czują się za kierownicą. Wąskie dróżki, strome wzgórza, zero barierek, prawie zero znaków drogowych. Po prostu kręte, górskie drogi, oszałamiające widoki i Ty – wspaniałe.

Dlatego tegoroczny wyjazd przygotowywaliśmy tak, by jak najwięcej tego typu tras obrać. Oboje kochamy tę wolność i przestrzenne pejzaże, zmieniające się z każdym zakrętem. Ten dzień miał być ich esencją, bo na południowo-wschodnim krańcu wyspy znaleźliśmy najbardziej krętą i stromą szosę, jaką kiedykolwiek widzieliśmy – przynajmniej na mapie. W rzeczywistości okazała się jeszcze lepsza!!! Przejazd nagrałem na GoPro, więc na pewno pojawi się na YouTube.

 

Drogi na Krecie - wynajem samochodu

 

Zjazd trwał około 18 minut. Pomijam wcześniejszą trasę przez malownicze wioski na wzgórzach, choć one również zachwycały, ale to co działo się później było jednak nie do porównania. Tak więc 18 minut, ciągle w dół, z widokiem na morze gdzieś, daleko na dole. Całość zwieńczona najlepszą plażą, jaką kiedykolwiek widzieliśmy – Mazida Ammos. Krystaliczna woda, skalny półwysep z historycznymi wnękami (być może z czasów neolitu? Nie jesteśmy pewni, ale to bardzo prawdopodobne…) i wszechobecne pustki. Byliśmy tam prawie sami!

 

przesuń

 

Wai – Plaża Bounty. Czyli wielkie rozczarowanie…

Chwilę przed południem bardzo chcieliśmy zatrzymać się gdzieś na mrożoną kawę, najlepiej przy jakiejś wiejskiej tawernie z widokiem na góry. Takich miejsc dzień wcześniej mijaliśmy mnóstwo. Tym razem – tylko jedno, ale tuż nad skarpą i przy tak wąskiej drodze, że zatrzymanie auta na mierzącym mniej, niż metr poboczu (i na zakręcie…) przerażało trochę zbyt mocno. Finalnie dorwaliśmy kawę i naleśniki w jakimś miasteczku po zjechaniu z gór. Piszę o tym nie bez powodu, bo naleśniki były z fetą, więc WOW!! Takie cudo tylko w Grecji 🙂

 

Następnie dojechaliśmy nad słynną “Plażę Bounty”, znaną za sprawą reklamy rajskich słodkości, która podobno była tu kręcona. To najsłynniejsza plaża na wschodzie wyspy, zresztą zupełnie na jej skraju, więc dojechanie tu kosztuje sporo czasu. Czy było warto? My mieliśmy względnie po drodze, bo i tak planowaliśmy przejechać wschodnią Kretę “dookoła”, ale wybierać się tu specjalnie…? NIE!!! Plaża pełna ludzi, z kamieniami zamiast piachu i słynnym ogrodem palm (jednym z największych naturalnych miejsc tego typu w Europie), na teren którego nie można było wejść. Parking płatny, zejście do wody strome, a wszelkie ładne pejzaże wokół zakłócane przez motorówki, skutery, banany wodne i inne atrakcje. Nie tego spodziewaliśmy się po podobno jednej z najpiękniejszych plaż Grecji… Zdecydowanie rzeczywistość nie nadąża tu nad promocją i fejmem 😂 Ale miejsce zaliczone.

 

Wąwóz Richitis – jeden z mniej znanych skarbów Krety

Wąwóz Richtis, KretaKreta słynie z wąwozów, bo posiada ich kilkaset. Dziś wybraliśmy Richtis, bo wcześniej czytaliśmy o nim sporo bardzo pozytywnych opinii. Faktycznie, to miejsce jest świetne. Szlak trwa około 3 godzin w obie strony i jest naprawdę wymagający (sporo wysokich skał do pokonania, czasem trzeba się podeprzeć o drzewa, przejść kilka razy przez strumyk – dużo się dzieje!). Na dnie – niewielkie jeziorko, a przede wszystkim wysoki na kilkadziesiąt metrów wodospad, pod którym można się kąpać. Piękny!!! Warty każdego zmęczenia 🙂

Na koniec ponownie wróciliśmy na południe wyspy, gdzie nocujemy. Tutaj znów zakończę stwierdzeniem, że na wschodzie wiele miasteczek jest zadbanych i naprawdę ślicznych. Śpimy tuż obok Makry Gialos. To niewielkie i raczej mało znane miasteczko, a jednak nad brzegiem znajduje się piękny deptak, wodne dmuchańce dla dzieci, kilka ładnie zdobionych restauracji… Po prostu jest tu ładnie 🙂 Głodni po całym dniu zjedliśmy tu pyszne souvlaki, a teraz zbieramy siły na jutro… Na koniec kilka zdjęć z naszych pierwszych dni na Krecie.

Pozdrawiamy!!

 

Komentarze

Dodaj komentarz