Kilka długich dni za nami. W środę wieczorem spakowani wyruszyliśmy na dworzec Warszawa Zachodnia, skąd odjeżdżał nasz autobus do Berlina. Na lotnisko dotarliśmy nad ranem, ultra zmęczeni, bo jeden z kierowców Flixbusa okazał się chyba dawnym wokalistą musicalowym, albo kabaretowym – pół drogi śpiewał piosenki, drugie pół żartował… Siedzieliśmy tuż za nim, więc nie dało się spać. Chociaż w sumie sympatycznie. W Berlinie szybka odprawa, lot do Paryża, na kolejnym lotnisku kupno francuskich makaroników i znów kolejny lot. W autobusie tego nie czuliśmy, ale ten cały chaos lotniskowy zawsze kojarzy się nam początkiem przygody… a ta zapowiada się wyjątkowa, bo wybieramy się na spotkanie z Andami! Pierwsza podróż po Ameryce Południowej! Ale do tego jeszcze wrócę.

przesuń

 

Etap 1 podróży: Kolumbia

A właściwie tylko jej stolica. Nasz lot z Berlina, przez Paryż, zakończył się na lotnisku El Dorado, w Bogocie. Wylądowaliśmy tu wczoraj  wieczorem. Do hotelu dotarliśmy taksówką, bo podobno komunikacja miejska nie należy do najbezpieczniejszych na świecie… Tak więc z plecakami, sprzętem i nie znając hiszpańskiego woleliśmy tym razem odpuścić opcję budżetową i przedrzeć się przez to rozległe miasto możliwie sprawnie i bezproblemowo.

Dziś wstaliśmy wcześnie rano, by już chwilę po wschodzie słońca rozpocząć szybkie zwiedzanie. Skąd ten pośpiech? Tak naprawdę Bogota jest tym razem tylko kolejnym miejscem przesiadki. Już około 11 rano musimy być z powrotem na lotnisku, więc aby zobaczyć cokolwiek, od samego rana musieliśmy wrzucić piąty bieg. Ale było warto! Zwiedziliśmy najstarszą część Bogoty, pełną wąskich, brukowanych uliczek i kolorowych, zabytkowych budynków. Widzieliśmy też słynną górę Monserrate, która zwieńcza krajobraz aglomeracji od wschodu i najważniejszy plac miasta – Plaza Bolivar.

 

 

Aktualnie realizujemy jeden z najbardziej niewiarygodnych punktów planu zwiedzania, a mianowicie… po raz pierwszy kosztujemy kolumbijskiej kawy w Kolumbii! To uświadamia nas, jak nieprawdopodobne jest to wszystko. Staramy się podróżować regularnie – po Polsce, Europie i świecie. Ale uczucie doświadczenia czegoś tak odległego, pozornie nierealnego… z nim nic się nie może równać. Tęskniliśmy za tym! Tak więc kolumbijska kawa w Kolumbii to de facto pierwszy moment, w którym tak silnie poczuliśmy się absolutnie przeszczęśliwi i wdzięczni za to, że możemy tu być. No… i sama kawa… fenomenalna! Spełniła oczekiwania! A sposób jej przygotowania… nagraliśmy cały film. Baristka przygotowywała ją z celebracją porównywalną chyba tylko do procesu parzenia herbaty w Japonii!

 

Kolumbijska kawa w Arte y pasión Café

Kolumbijska kawa w Arte y pasión Café

 

Plan na resztę poranka to dokończenie porannego zwiedzania. Po powrocie na pewno opiszemy wszystkie atrakcje w formie przewodnika, bo czujemy, że jest tak wiele informacji, które chcielibyśmy przekazać, że wspominając je teraz, na bank nie zdążylibyśmy na samolot. A ten odlatuje już niebawem…

 

Etap 2 podróży: Peru

Dziś ruszamy z Bogoty na południe – do Limy, stolicy Peru. Po w sumie około 45 godzinach podróży nie będziemy mieć prawdopodobnie siły na długie zwiedzanie, ale może uda się zobaczyć najbliższą okolicę, czyli popularną wśród turystów dzielnicę Miraflores, tuż nad oceanem. Dwa dni później ruszamy w naszą wyprawę z Peru Hopem, czyli firmą która działa na podobnej zasadzie co hop on hop off w dużych miastach: główna trasa przejazdu autokarem jest ustalona, a to ile czasu poświęca się na zwiedzanie miejsc po drodze zależy już od turysty. W Peru dokładnie tego typu przejazdy świadczy się nie tylko w samych miastach, ale też między nimi.

I tak zobaczymy kilka miejsc nad oceanem, słynny płaskowyż Nazca, podobno śliczną Arequipę, gdzie będę spędzał swoje urodziny, a następnie najwyżej położone jezioro żeglowne świata – Titikaka. Tam planujemy popłynąć na jedną z wielu sztucznych wysp, budowanych przez Indian od wieków. Budząc się na niej, będziemy obchodzić urodziny Marty.

Następnie wyjeżdżamy do Boliwii, by po kilku dniach znów wrócić do Peru, ale te dwa etapy omówimy w oddzielnym wpisie na blogu. Teraz uciekajmy, bo kawa dawno wypita, a zwiedzanie czeka! Samolot już prawie też… 🙂

Pozdrawiamy!!!

 

Autorzy:Łukasz

Komentarze

Dodaj komentarz