Zabawę czas zacząć: jesteśmy w stolicy 🙂 Co prawda ledwo zdążyliśmy na peron, po drodze Marta zaliczyła glebę, ale finalnie się udało.

W Warszawie śpimy u Mateusza, wcześniej czekają nas pizza, piwko… i przynajmniej godzina przy komputerze, bo na chwilę przed wylotem nadal nie mamy wielu rzeczy pozałatwianych. Chyba zbyt dosłownie potraktowaliśmy latynoski styl życia. A tak na serio to poprostu nie mieliśmy czasu na przygotowania, bo ciężko pracowaliśmy! Mój maraton w 4Transfer to jedno, a Marty walka z obroną magisterki, a następnie obroną mamy Beaty przed myszami to drugie… Ale było – minęło: zapominamy o pracy i szykujemy żołądki na pikantne papryczki!

Jutro wylot z Okęcia. Jeszcze nie wiemy o której dokładnie, ale gdzieś to na mailu mamy. Przed 19:00 (lokalnego czasu) lądujemy w Los Angeles. Tam czekają na nas hostelowe łóżka gdzieś między Koreantown a Downtown. Zapowiada się też prawdziwy szok termiczny: niemal 40 stopni w cieniu! Jak dodamy do tego nasze muzyczne plany rodem z San Diego to robi się jeszcze goręcej… Dobrze, że Marta zabrała słomkowy kapelusz! 🙂

Na zdjęciach Pendolino: my i poczęstunek, w tym urodzinowe, amerykańskie czekoladki z masłem orzechowym. No i z Mateuszem!

 

Autorzy:Łukasz

Komentarze

  1. Beata
    25 października, 2017

    Kochani, życzę niezapomnianych wrażeń, wielu przygód (ale tylko bezpiecznych) 🙂 Zobaczcie jak najwięcej , no i bawcie się dobrze! Tego słońca, tych 40 st. w cieniu i tych palm, które już za parę godzin zobaczycie – zazdroszczę Wam. Pa pa
    PS
    Pozdrowienia dla Ivana i Ricardo

  2. Ewa
    25 października, 2017

    Wspaniałych przygód, cudownego pobytu i szczęśliwego powrotu. No o Iwana i Ricarda ode mnie też koniecznie pozdrówcie. Papapa

Dodaj komentarz