Wczoraj jak zwykle u Sylwii z rana zjedliśmy tosty. Do tego kawa/herbata i w drogę. Dojechaliśmy metrem na High St, czyli w okolicę mostu Brooklyńskiego. Tam przejście kawałkiem promenady i samym mostem. Co ciekawe, ma prawie 2km długości, nie przeszedł testów aerodynamicznych i zaprojektowano go dla przejazdu… koni. Podczas gdy podobne mosty zdążyły runąć do wód, ten stoi dzielnie dzięki masywnej konstrukcji, znacznie przewyższającej pierwotne wymogi.

Po dojściu na drugi kraniec cieśniny stopniowo zaczynaliśmy wpadać w szał pamiątkowych zakupów. I tak poza gadżetami z Nowego Jorku, mamy koszulkę, bluzę, czapkę i kapelusze, a nawet dwa krawaty… Kupiliśmy też nieziemskie kawy mrożone!

W międzyczasie oczywiście dużo chodzenia i zwiedzania: WTC, Statua z darmowego promu, Wall St, miejsce zaprzysiężenia Waszyngtona (i pierwszy capitol), giełdę, sporo miejsc które naprawdę trzeba w Nowym Jorku zobaczyć.

Wieczorem natomiast… Oglądaliśmy z gospodarzami jak robi się polskie, swojskie wędliny! 🙂 na YouTube. Pogadaliśmy, zrobiliśmy też zdjęcia. Gigantycznym piekarnikom i sobie. Sheldon zaniemówił.

Dziś wypożyczamy samochód.
Pozdrowienia!

Autorzy:Łukasz

Komentarze

  1. Sz.K. D.K D.K. i Ben
    23 września, 2016

    Siemanko. Superowo ze tak ladnie wszystko opisujecie, no jakbym tam znowu byl. Czekam na wpisy z terenow blizszych memu sercu. Licze na duzo zdjec. A tak poza tym to po raz kolejny zyczymy Wam wielu wrazen. WIECEJ zdjec. BUZIOLE

  2. Katarzyna Gaś
    25 września, 2016

    Pięknie! Łukaszek jak piękny kapelusik! Uśmiech jak z Hollywood, świetnie!

    Buziaczki:***

Dodaj komentarz