What to take to the USA?

Co wziąć na pokład samolotu? Ile rzeczy potrzebujemy podczas 3-miesięcznego wyjazdu za ocean? Pakować się w plecak, czy walizkę?

Wyjazd na kampa to (pod względem bagażu) paradoksalna sprawa. Przecież będziemy 3 miesiące na drugim końcu świata… Logiczne wydaje się wypełnienie walizki po brzegi. Wszystkim, czym się da. Z drugiej strony, zarówno wyżywienie, wyposażenie kampowych domków, jak i STRÓJ mamy zapewnione, a przecież ciężka walizka utrudnia podróżowanie…

Nie powinniśmy przejmować się wytycznymi linii lotniczych. Wszystkie powszechnie sprzedawane walizki i plecaki spełniają wymagania objętościowe. Jedynym wymogiem, na który warto zwrócić uwagę to 23kg, których przekroczyć nie możemy. Za każdy kilogram nadbagażu płacimy, sporo. Co najmniej kilkadziesiąt euro/dolarów. Na lotniskach dostępne są dla nas wagi, warto jednak przed wyjazdem wstępnie postawić nasze torby na wadze domowej.

Przed pakowaniem należy poświęcić chwilę na zrobienie listy. My z Martą sporządzaliśmy ją w Dniu Świętego Patryka, słuchając przy zielonym piwie dźwięków Irlandii.

Robiąc naszą listę, popełniliśmy jeden błąd: nie myśleliśmy za dużo o tym, co chcemy ze Stanów przywieźć. Warto było się nad tym zastanowić. Zamiast tego my głowiliśmy nad tym, co może się nam przyda po przyjeździe. Lista rzeczy do zabrania była długa, ciężka i objętościowo ogromna… Rezultat: połowę rzeczy wywaliliśmy do amerykańskiego śmietnika. Gdybyśmy myśleli nieco rozważniej, dziś miałbym swą szarą piżamę, niebieską bluzę, czy spodnie… 🙂 Nie mam, bo w USA kupiłem sobie masę firmowych ciuchów (po cenach, jakich w Europie nigdy nie zobaczymy), do tego pamiątki, amerykańskie słodycze… Zwyczajnie brakło miejsca i jeszcze na lotnisku w Bostonie – przed naszym car-tripem, musieliśmy sporo wywalać do kosza. Jakieś klapki, drugie buty, materiałowa mini-lodówka, która miała w samochodzie pomagać w utrzymaniu temperatury żywności, jakieś inne drobne pierdoły… Wszystko do kosza. Ciuchy wywalaliłem jeszcze na kampie. Najciekawsze jest jednak to, że w większości rzeczy niemal w ogóle (!) nie chodziłem. Na kampie dostajemy ubranie robocze. Na wielu obozach jest tak, że po terenie kolonii nie możemy chodzić we własnych ciuchach (chyba, że mamy dzień wolny. Mimo to, większość osób z przyzwyczajenia ubiera kampowe rzeczy). Rzecz, o której już wspomniałem: ceny ciuchów. Spodnie Wrangler’a – niecałe 20 dolarów. Dickies – to samo. Koszulki, w Polsce uznawane za firmowe (w USA za najtańszy standard) – 3 dolary. Pamiątkowa koszulka z Los Angeles – 5 dolarów, ‚I love NY’ – 8$… Aż chce się kupować, co nie? Szczególnie, że to fajne pamiątki, w których można się pokazać. Ja lubię uczucie, gdy ubieram koszulkę Famous Stars & Straps, kupioną gdzieś w centrum handlowym w Glendale, CA i mimo, że nikt nie ma pojęcia czym jest ta koszulka i jak ogromne ma dla mnie znaczenie, ja znów czuję się jak w południowej Kalifornii.
Dlatego nawet jeśli nie planujecie niczego w USA kupować – nie bierzcie ciuchów z Polski, bo i tak kupować będziecie. Daję głowę, że tak będzie.

Ile faktycznie ubrań należy mieć na kampie?
– Jedna, cienka kurtka przeciwdeszczowa.
– Jedna bluza
– Dwie koszulki
– Jedne spodnie
– Jedne spodenki
– Jeden strój kąpielowy.
– CZAPKA (!) – szczególnie, jeśli pracujemy w kuchni.
– Trochę bielizny, chyba że preferujemy wersję ‚bez’ 😀
– Buty robocze
– Buty ‚do pochodzenia’ (chyba, że chcemy je kupić w USA)
– Klapki.

– Koniec.

Podczas samej podróży również nie bawimy się w pokaz mody. Jako, że szkoda czasu na strojenie, a przede wszystkim miejsce i waga bagażu jest ograniczona, lepiej ubierać te same ciuchy przez kilka dni. Przecież tydzień w jednych spodniach NIKOGO nie uśmierci, ja chodzę tak na co dzień (powiedzmy… nie chce pogrążać się jeszcze bardziej 😀 ) i jakoś żyję.

Jeszcze chwilka o różnych małych badziewiach. Nie pakujmy zbędnych akcesoriów, gadżetów itp! Telefon, słuchawki, ładowarka, aparat, latarka, przejściówka do prądu (15-20zł w Saturnie), podstawowe lekarstwa i koniec. Niczego więcej nie potrzebujemy. Może jeszcze krem do opalania, spray na komary i flaga Polski (koniecznie coś z kraju, do pokazania innym!). Naprawdę wystarczy.

W co się zapakować? Ja brałem walizkę tak, jak i Marta. Krzysiek i Roland – plecaki turystyczne. Zdarzali się ludzie, którzy brali zwykłych rozmiarów plecaczek. Tak na pewno najwygodniej! 🙂 Poniżej krótkie zestawienie plusów i minusów naszych podstawowych kandydatów:

Ladies and dżentelmens! Przed nami kandydat nr 1:

1. Torba na kółkach lub mini-walizka z opcją noszenia na plecach. Taka przyjemna hybryda 🙂
+ Wygodna
+ Po równej nawierzchni możemy ciągnąć ją za sobą, w podróży wziąć na plecy i jest super.
+ Dość pojemna – na pewno bardziej niż tradycyjny, mały plecak.
+ „Dla Ciebie ma styla”
– Super dużo do niej nie włożymy. Nie ma co nastawiać się na 23 kg ciuchów.
– Zmieści się, jako bagaż podręczny (jako nadany możemy przewieźć gitarę basową – tak właśnie zdradzam swój plan na 2014 rok)

2. Zwyczajna torba podróżna
+ Bardzo wszechstronna i pojemna
+ Większa od nr 1, przez co 23 kg słodyczy powinno się zmieścić (białe czekolady Hershey’s – mniam!).
+ Znacznie łatwiej zapakować ją do wypożyczonego Chevroleta, niż standardową walizkę.
+ Być może zmieści się, jako bagaż podręczny.
– Bardzo niewygodna, gdy musimy przejść dłuższy dystans, bądź gdy jest bardzo ciężka.

3. Mały plecak
+ Idealny, jako bagaż podręczny.
+ Dobry, jeśli zamierzamy sporo poruszać się pieszo, i nie bierzemy ze sobą niemal żadnych ciuchów, lub chcemy kupić je w Stanach, pod warunkiem, że walizkę też kupimy w Ameryce 🙂
– MOŻLIWE jest spakowanie się tylko do niego (!), ale to wersja extreme 🙂

4. Walizka
+ Super pakowna
+ Idealna do zapełnienia nowymi pamiątkami, ciuchami, słodyczami itp. (ważne, by była niemal pusta podczas wylotu z Polski!)
+ Można poczuć się, jak typowy turysta 😀
– Tragiczna w przenoszeniu. Równa nawierzchnia to rzadkość w Stanach (w Kalifornii jest ok). Często brak schodów automatycznych.
– Troszkę zagraca nam domek na kampie i miejsce w bagażniku.

5. Plecak turystyczny
+ Niemal tak pakowny, jak walizka
+ Wygodny i wszechstronny
+ Łatwiejszy do zmieszczenia w samochodzie
– Kiepski pomysł dla osób, które mają jakiekolwiek problemy z plecami
– Rzeczy mogą się łatwo pognieść
– Trzeba pakować mądrze, by nie zostawić najpotrzebniejszych rzeczy na dnie.

Ciężko wyłonić zwycięzce, dlatego decyzje każdy musi podjąć sam, na podstawie własnych potrzeb.
Ostatnią istotną kwestią jest cena naszych kompanów podróży. Jako, że wielu z nas torbę/plecak/walizkę musi dopiero kupić (być może w USA), warto poczytać o ich cenach w Internecie, gdzie są one znacznie tańsze, niż w sklepach stacjonarnych. Polecam też korzystanie z outletów! Super plecak można dostać za połowę ceny 🙂 Od siebie powiem jeszcze tylko, że w przypadku walizek ceny amerykańskie są mniej więcej podobne, lecz dostajemy walizkę ciekawszej firmy. W Polsce 200-300zł raczej trzeba zapłacić. W USA też, ale np. za walizkę Jeep’a. Jakościowo chyba podobna. Ostrzegamy z Martą przed walizkami z Carrefour’a – nie wiem, co nas podkusiło na kupno takiej. Po drugim dniu podróży (jeszcze przed przyjazdem na kamp!), nadawała się na wysypisko śmieci. Dosłownie.

Nie wiem, czy ten wpis się komuś przyda. Mimo to, trochę zajęło mi jego napisanie, więc proszę o „lajkowanie, hejtowanie i całą tą resztę” (jak to mawia P. Bałtroczyk) 🙂

POZDRAWIAM i gratuluję pierwszym szczęśliwcom, podpisującym kontrakt z pracodawcą 🙂
Resztę uczestników proszę o zachowanie spokoju i cierpliwości: wylecą WSZYSCY! 🙂

0 thoughts on “What to take to the USA?

  • jak dla mnie, zdecydowanie wersja z plecakiem turystycznym. wpis bardzo przydatny i cenny dla zagubionych, którzy dopiero planują swój ‚pierwszy raz’.
    właśnie czytam od samego początku Twego bloga i coraz bardziej przekonuje mnie wyjazd do Stanów na campa. nie w tym roku, dopiero w przyszłym, jednak zapisać chciałabym się już w październiku, do CL.
    dzięki za wszystkie posty, zazdroszczę Ci bardzo przygody z ubiegłych wakacji.
    bloga zaczynam śledzić regularnie, do napisania!

  • Widać, że bloga prowadzi chłopak 😀 Oczywiście żartuję sobie, ale na moim campie stroje mają być podobno luźniejsze. To generuje problem, bom baba – a tu trzeba wziąć sukieneczkę, a tu bluzeczkę jedną, drugą, trzecią… ech, uniformy mogą budzić niechęć jako ograniczające nasz styl, ale w takim przypadku są na pewno funkcjonalne 😀

    Blog przydatny i dziękuję za niego, był jednym z bodźców dzięki którym założyłam swojego i na pewno nie zapomnę o nim podczas moich przygotowań do campu 2014 🙂

    Zapraszam do siebie i pozdrawiam,
    Ali

  • Niestety nie mogę się zgodzić. Nie na wszystkich campach dostaje się ubrania robocze. Na moim campie pracowaliśmy w tym, co przywieźliśmy ze sobą. Camp zapewniał nam jedynie 1 (słownie jeden) t-shirt, więc jakbym wzięła ze sobą 2 koszulki to albo spędzałabym większość wolnego czasu piorąc, albo po prostu nosiłabym ubrania kilka dni pod rząd, co przy panującej w lecie temperaturze byłoby nieprzyjemne zarówno dla mnie jak i (a może przede wszystkim) dla otoczenia,

  • Bardzo przydatne informacje ale widać, że z perspektywy chłopaka i uważam, że Marta powinna dorzucić swoje trzy grosze 😛 ja byłam na campie dwa razy i zdecydowanie gdybym wzięła tylko dwie koszulki to od razu musiałabym biegać po thrift shop’ach w poszukiwaniu ciuchów, bo od campu dostałam jedną roboczą koszulkę, a czasem było tak gorąco i ciężko, że w ciągu dnia zmieniałam ubrania – warto więc chyba wziąć coś co potem lekką ręką wyrzucimy zamiast wydawać niepotrzebnie pieniądze. I jakieś gacie po tacie do roboty też się przydadzą 😉 Poza tym (jeśli ktoś nosi) to soczewki (!!!). I dobrze mieć w zapasie, bo lubią ginąć, a w USA nie ma opcji, żeby je dostać bez recepty. Okulary przeciwsłoneczne, i mimo wszystko coś ‚wyjściowego’ się przyda – na moim campie był na końcu uroczysty bankiet i sukienka była jak znalazł. A jako alternatywa dla walizki z pkt 1 polecam zwykłą na kółkach materiałową – pojemnościowo się sprawdza, a i potem da się ją spłaszczyć i w sumie wszędzie wsadzić 🙂

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: