Dzis pojechalismy z szefem kuchni do parku narodowego Acadia. Po niecalych dwoch godzinach drogi samochodem, w deszczu, dotarlismy do parku. Pogoda minimalnie sie poprawila, ale wciaz bylo pochmurnie i przelotnie padalo. Widzielismy ocean, skaly, plaze… Niby nic niesamowitego, ale bedac tam dalo sie odczuc, ze przebywa sie w niezwyklym miejscu. Skaly i kamienie mialy niesamowity, pomaranczowy kolor, a ocean byl bardzo spokojny. W jednym z punktow widokowych widzielismy, jak niezwykle ocean bawi sie ze skalami. Przy przyplywie wpoziom wody zwiekszal sie, a przy odplywie – zmniejszal do tego pozomu, ze dalo sie zobaczyc tunele pod skala. Zeby bylo zabawniej, wszystkiemu towarzyszyl odglos bulgotania 😀 Glen powiedzial, zelepszy efekt jest, gdy ocean jest bardziej rozdrazniony, bo oprocz tego wszystkiego zobaczyc mozna z jak wielka sila udeza on o kamienie. Ponoc kazdy turysta odjezdza z paarku mokry 🙂 Po kilkudziesieciu minutach pogoda sie poprawila, wyszlo slonce, a podczas dalszego spaceru jacys turysci zaczepili nas, mowiac ze przyplynely dwa wieloryby! Rzeczywiscie, co jakis czas dalo sie dojrzec ogromne ogony i duzy rozprysk wody. Na oko w odleglosci kilku kilometrow. Znow napisze, ze Amerykanie to niesamowici ludzie. W Polsce mamy zasade, ze w gorach mowimy sobie ‘czesc’. Jest to bardzo mile, prawda? Tutaj ‘czesc’ mowi sie wszedzie, a w miejscach turystycznych, zwiedzajacy zamiast witac sie, staja na kilka sekund i rozmawiaja na zasadzie ‘dokad idziecie? jak sie wam podoba? skad jestescie?’. Naprawde godne pozazdroszczenia. Po pieszej podrozy po parku, wzdloz linii brzegu, wrocilismy na parking i pojechalismy na szczyt Cadillac Mountain, skad rozprzestrzenia sie wspanialy widok na ocean, wysepki, Bar Harbor, okoliczne gory, lasy, drogi i mewy (lub cos podobnego). Wracajac zrobilismy pranie i wjechalismy do Wal MArt. Kupilem nowy zegarek, Casio, wodoszczelny, czerwony, za 19$ 😀 W sumie byl to jeden z najdrozszych zegarkow w hipermarkecie! Tradycyjnie juz, wypad na zakupy zakonczyl sie zjedzeniem bialej czekolady Hershey’s. Koniecznie musimy ja przywiezc do Polski. Albo dwie, moze nawet dziesiec. Zeby bylo jeszcze zabawniej, podczas spaceru po parku rozwalilem sobie kolano, bo spadlem ze skaly i zamiast ratowac siebie, ratowalem aparat 😀 Ale jak to prawdziwy ‘macho man’ nie plakalem za duzo i dzielnie poszedlem dalej! Na zdjeciach ponizej widac Acadie i nowa walizke Marty (po czesci tez moja!!!), Jeep’a, ktora kupilismy mniej wiecej tydzien temu, rowniez w Wal Mart. To chyba tyle. Jutro wracamy do pracy. A nie… jeszcze jedna sprawa. Wjezdzajac do parku, kupilismy roczna karte na zwiedzanie wszystkich parkow w USA. 80$ na 4 osoby 🙂 WOOOOOOOO!!!!!!! Mowilismy tez Glenowi, ze gdzies tam daleko za oceanem jest Europa i nasze domki 🙂

Dziekuje za uwage, zapraszam ponownie za tydzien 🙂

Komentarze

  1. B.M.
    10 lipca, 2013

    WOW !!! nie wiem od czego zacząć. Dobrze, że ratowałeś aparat. Szkoda zdjęć a kolano się zagoi ;-D Mateusz też , jak był z Tatrach to leciał ze skały i ratował aparat 🙂 Bardzo odpowiedzialni chłopcy 🙂
    Niesamowite szczęście mieliście z tymi wielorybami. Ludzie wycieczki wykupują, żeby takie coś zobaczyć, a nie zawsze mają tyle szczęścia, a tu proszę – ni z gruszki, ni z pietruszki przypływają sobie wieloryby. SUPER!!! W ogóle: inna fauna, inna flora, inny ŚWIAT… Mam nadzieję, że też kiedyś to zobaczę ( zobaczymy – tatę siłą wsadzimy do samolotu 🙂
    A teraz, co tam u nas…
    NIC CIEKAWEGO 🙁
    Mimo,że 10 lipca – dalej chodzę do pracy, nie mam jeszcze urlopu.
    Taty po całych dniach nie ma w domu. Cały czas jest w rozjazdach między warsztatem, klientami a budową. A’ propos budowy: dzisiaj układali nam bloczki na stropie, najprawdopodobniej w piątek będą je zalewać, tak więc będziemy mieć na parterze już sufit 😀 Oczywiście nie obyło się bez nerwów : Pogięte belki stropowe – do wymiany ( wymienili), brak jakiegoś tam słupa nośnego w projekcie (doprojektowali). Ale tata mówi, że problemy są po to, żeby je rozwiązywać 🙂 Tego też i Wy się trzymajcie 🙂
    Ja dzisiaj na budowie nie byłam, ale tata mówi, że teraz jak jest już “zalążek” sufitu, to dopiero widać, jakie te pomieszczenia są duże. SUPER, bo ja byłam przerażona. Obawiałam się, że do jadalni nie wejdzie nam stół.
    Co tam jeszcze… aha : świetny zegarek. Taki Ferrari. Pod kolor walizki.
    Babcia tego Internetu nie ma, ale ja (cytując klasyka) mam pomysła: ha, ha, ha, jakiego – nie powiem, nie napiszę… dopiero jak się uda 🙂
    Pozdrawiam i ściskam bardzo mocno
    Pa pa

  2. lukaszsidek
    11 lipca, 2013

    No. Wreszcie ktos sie do nas odezwal. Internet jest tak wolny, ze aby dodac 10 zdjec, musimy zajac jeden z pieciu komputerow na minimum godzIne!!! Mam nadzieje, ze babcia bedzie miala ten Internet 😀 Powiem tylko, ze dzis pobilismy rekord w pracy: o 8:05 skonczylem z kolezanka swoja robote i cxzekalismy jeszcze 20 minut na reszte. Zazwyczaj konczymy okolo 21 😛 Z Marta wstajemy o 5:50 zeby biegac! 🙂 Bilet na balon najlepiej kupic na dzien przed i trzeba sprawdzic informacje na ich stronie czy w ogole pogoda pozwoli na lot i na jaka wysokosc. Jesli nie na dzien przed to mozna rano – na penwo miejsca beda. Pozdrowcie wszystkich.

  3. Huong
    11 lipca, 2013

    hej, kiedy wracasz? It looks like you have an amazing time there. I left you a private message on facebook inbox. check it if you have some spare time

  4. B.M.
    12 lipca, 2013

    Witam Was
    Dzisiaj mogę już powiedzieć (napisać), jakiego “pomysła” miałam w związku z Babcią, i tym, że nie ma Internetu. Poświęciłam dwa wieczory i pół nocy i wydrukowałam CAŁEGO bloga, ze zdjęciami !!! Zrobiłam coś na wzór albumu, którego teraz można uaktualniać o kolejne wpisy. Super, nie?
    Do Krakowa w tym tygodniu nie jedziemy. Dzisiaj zalali nam strop ( kilka razy dziennie musimy go podlewać). Było trochę nerwów, bo w najmniej nieodpowiednim momencie zaczął padać (a nawet LAĆ) deszcz 🙁 Ale sytuacja opanowana . Spróbujemy jeszcze dzisiaj wysłać Ci jakieś zdjęcia.
    Pozdrowienia
    Pa

Dodaj komentarz