W poniedziałek odwiedziliśmy ponownie Bar Harbor. Szef ponownie okazał się bardzo przyjemny. Ponownie też zrobilismy sporo zdjęć. 675 plików w naszym kochanym aparacie, wraz z filmami, kilkadziesiąt na aparacie Krzyśka i sporo filmów z ‘rybim okiem’, dzięki pożyczonej kamerce GoPro, którą Krzysio chce kupić na naszą podróż. Ciężko wybrać kilka zdjęć do wysłania, bo niemal wszystkie wyszły dobrze. Lumix naprawdę czasem powala jakością! Jesteśmy niesamowicie z niego zadowoleni.

W Bar Harbor widzieliśmy wspaniałe widoki oceanu, wysp i jachtów, ale przede wszystkim spędziliśmy rewelacyjnie czas. Kilka godzin wykorzystaliśmy oglądając pamiątki, siedząc w parku i pozując do zdjęć na skałach Atlantyku. Zjedliśmy loda za 5$, znaleźliśmy jacht, który w przyszłości zamierzmy sobie kupić, także wyjazd na bogato 🙂

Chcieliśmy założyć konto w banku, ale to zrobimy w następny poniedziałek. Wtedy też wybieramy się z Rolandem do WalMart, by zakupić ostatnie, niezbędne rzeczy na naszą podróż. To dla mnie niepojęte jak szybko czas na kampie dobiegł końca. Już za 15 dni będziemy zwiedzać Boston, a za równy miesiąc nasze wynajęte autko wyjedzie z Las Vegas, po uprzednim objeżdżeniu całej Kalifornii… Niesamowite.

Niemalże w każdym miejscu, w którym zatrzymujemy się na noc, znalezionych mamy couchsurferów lub pole namiotowe. Dziś szukamy jeszcze kogoś w Nowym Jorku, dawniej zwanym Nowym Amsterdamem (ciekawostka turystyczno-historyczna). Nie znaleźliśmy nikogo w San Francisco. Nie na się co dziwić – liczba turystów podobna do jej ilości w dziewiętnastomilionowym Nowym Jorku nocuje na terenie, liczącym zaledwie 800 tysięcy mieszkańców… San Francisco wielkością przypomina przecież Kraków. Problem wizji nocowania na ukochanych przez hipisów ulicach miasta rozwiązaliśmy wynajmując hotel. Zaszaleliśmy najbardziej jak się da. W końcu żyje się tylko raz! Mieszkać będziemy 50 metrów od najważniejszego dla turystów skrzyżowania w mieście: Powell St z Market St, skąd wyjeżdżają znane na cały świat, historyczne tramwaje! Na dojście do Downtown i Chinatown poświęcić trzeba mniej więcej 15 minut. Na ulice Castro i Haight-Ashbury – podobnie. Tylko do mostu Golden Gate jest daleko – 2 godziny na nogach, ale to chyba logiczne, że Złota BRAMA, jest granicą miasta i mieści się z dala od centrum 🙂 Poza tym, spacer po wzgórzach San Francisco… Musi byc niezwykły! Także hotel rewelacyjny. W naszej dzielnicy mieszczą się najważniejsze budynki administracji. Jest to prawdopodobnie najlepsza lokalizacja w mieście. Czyste szaleństwo!!! Myślicie, że właśnie ktoś zrujnował się finansowo? Otóż wręcz odwrotnie 😀 Wybraliśmy jeden z najtańszych hoteli, które w tych datach jeszcze były w stanie nas przyjąć. W czwórkę wchodzimy do pokoju dla dwójki i na osobę, za trzy noce, ze wszystkimi podatkami płacimy nieco ponad 70 dolarów. Jak na San Francisco, jest to cena naprawdę bardzo przystępna. Ciekawostka: w Kalifornii podatek wynosi 14%, ale San Francisco, jako miasto wyjątkowe dolicza sobie 1,5% podatku miejskiego. 🙂

Będziemy nocować w hotelu ‘Best’, na ulicy. Adres: 162 Taylor Street, San Francisco.
Jako, że wszyscy są tak zapracowani i zabiegani, iż nie mają trzech minut na napisanie czegoś od siebie na blogu, za pewne ciężko wygospodarować będzie kolejne dwie na sprawdzenie mapy, dlatego na dole zamieszczam zrzut ekranu komórki 😉 Jest to lokalizacja, po której spodziewać się powinno Hiltonów i Plaz! 🙂
Jako, że dziś zacząłem na poważnie planować trasę wycieczki po tym pięknym mieście, przesyłam też zdjęcie mapy San Francisco z naniesionymi przeze mnie w czasie przerwy między obiadem a kolacją, najważniejszymi atrakcjami.

Z podróży to chyba tyle… Dzieciaków ubywa, robi się naprawdę luźno i przyjemnie. Wczoraj wracając z Lou’s Barn dosłownie zatrzymało i powaliło nas z nóg nocne niebo. Nigdy w życiu nie widziałem tylu milionów gwiazd. Położyliśmy się na doku i podziwialiśmy coś, czego nigdy w naszych miastach i miasteczkach nie zobaczymy. Po raz pierwszy na oczy widziałem Drogę Mleczną. Gęste skupisko gwiazd i rozlana, biała plama na niebie. NIE DO OPISANIA. Krzysiek też był kompletnie wybity z codzienności. Jakby tego było mało, to chyba zbliża się noc spadających gwiazd, bo było ich wiele. Za chwilę idziemy z Martą podziwiać je ponownie. Tym razem nad oceaniczne skały. Robię przerwę w pisaniu i dokończę za godzinę, może dwie.

Po przyjściu:
Wczoraj było lepiej. Chyba nie jest wystarczająco ciemno, choć znów Drogę Mleczną widać 🙂 a Wielki Wóz jest chyba po innej stronie niż w Polsce…

Na dziś to tyle.
Do usłyszenia 🙂

Komentarze

  1. Matt F1
    1 sierpnia, 2013

    Kamera GoPro jest naprawdę pro 🙂 Dobry wybór

  2. B.M.
    1 sierpnia, 2013

    Witajcie
    Cudowne zdjęcia ( jedno z nich, jak rozumiem, na tle Waszego przyszłego jachtu:-) Super,że tak Wam się wszystko układa, ze wasza podróż zaczyna już nabierać konkretnych kształtów. Sorry, że nie pisałam, cóż głupio teraz się tłumaczyć “nie było kiedy”, bo te parę minut wygospodarować – żaden problem.
    Ostatnio nie udało nam się pogadać, może dzisiaj ? Aha, sorry za ten nieodebrany SMS – miałam rozładowana komórkę. Ale jak widzę, daliście sobie radę. Może jak będziemy rozmawiać, to podam Ci wszystkie dane karty – i korzystaj z niej kiedy potrzebujesz . Niekoniecznie chciałabym te dane pisać.
    W sobotę byliśmy, jak już wiecie, z Ewą na Dniach Olesna. Było super, chociaż mnóstwo ludzi. Mateusz przesłał Wam 2 filmiki z otwarcia wyremontowanego Rynku i nowej fontanny. Ten dłuższy (ok.5 min.) to kawałek części oficjalnej, a ten krótszy – to szaleństwo dzieciaków w fontannie, tuż po otwarciu.
    W sobotę wyjeżdżamy na wczasy. Tzn. w sobotę jedziemy do Poznania, bo tam Mateusz ma jakiś wyścig ( ja się z niego śmieję, że będzie jeździł w klatce). Jesteśmy tam do niedzieli (też mamy hotel w centrum miasta, ha ha … – chociaż Poznań to nie San Francisco…), no i w niedzielę, w godz. popołudniowych jedziemy do Pobierowa. Nad naszym morzem – masakra. Totalny brak wolnych miejsc. Tata całą niedzielę wydzwaniał i pół poniedziałku. To przez te upały. Ciotki wróciły znad morza, to tez mówiły, ze znaleźć ( nie wiem, czy tak to się pisze 🙁 ) wolny pokój, to graniczy z cudem. Mirek tez mówił, że nawet takie pojedyncze 1 – 2 dni gdzieś tam między turnusami mają porezerwowane.

    Fajnie by było, gdybyś potrafił wejść dzisiaj na Skypa to pogadalibyśmy.

    Pozdrów Martę.
    Jeszcze raz – SUPER ZDJĘCIA
    Miłego dnia, Pa.

  3. D.K.
    2 sierpnia, 2013

    Hej Łukasz! Nadrobiłam lekturę i pooglądałam zdjęcia.Naprawdę realizujecie podróż życia.Piszesz o tym tak zwyczajnie jakby to było zupełnie oczywiste i normalne że jutro jadę do Las Vegas,potem zwiedzam San Francisco a tak przy okazji wpadnę do Nowego Jorku czy gdzie tam jeszcze sobie wymyślę.Przyznaję że podziwiam Waszą odwagę ale i przemyślaną organizację wyprawy.Trzymam kciuki żeby się wszystko udało i już sobie wyobrażam oglądanie zdjęć.A tak nawiasem mówiąc nasze wakacje też były całkiem udane a najfajniejsza była niespodzianka Szymka i Danieli.Pozdrowienia dla Ciebie i Marty.

  4. E.B.
    3 sierpnia, 2013

    Hej, hej zdobywcy Ameryki!
    Czytam i czuję coraz większe emocje przed Waszym podbojem USA. Wyobrażam sobie więc co Wy czujecie. Ja tylko czytam, Wy przeżywacie to i cudownie ,że tak fajnie się układa. Wiem, że sporo czasu zajmuje tak perfekcyjne przygotowanie podróży ale później będziecie mogli już tylko chłonąć to co Was czeka. Łukasz piszesz bardzo ciekawie i z niecierpliwością czekam na każdy wpis.My jutro też na podbój ale polskich Gorców i ewentualnie Pienin i Tatr. Pozdrawiamy cieplutko!

Dodaj komentarz