Dia de Muertos, czyli meksykański Dzień Zmarłych, to pełen symboli okres wspominania zmarłych na wesoło… Ale czy aby na pewno? Zacznijmy od początku. Jak wiadomo, największym paradoksem życia jest świadomość jego końca. Sztuką z kolei – okiełznanie tej świadomości i życie ze wszechobecną śmiercią bez smutku, łez, żalu i nienawiści. Powiedzmy sobie otwarcie: trudno taką sztukę opanować.

Inaczej podchodzimy do śmierci w różnych kulturach. W Polsce, mimo optymistycznej doktryny katolickiej, śmierć powszechnie oznacza wyłącznie stratę. Nie odważę się stwierdzić, że Meksykanie nie czują żalu, bo ze śmiercią najbliższych nie da się ot tak pogodzić, ale spędzając wiele dni z meksykańskimi przyjaciółmi i ich rodzinami, w okresie kolorowego Dia de Muertos, nauczyłem się świętować śmierć po meksykańsku. Egzotyczna kultura otwarła mi oczy, pokazując że wspominanie najbliższych niekoniecznie musi wiązać się z nostalgią w cichym i płaczliwym wydaniu.

 

W Meksyku się nie umiera.

Chyba że nie masz przyjaciół. Dopóki ktoś o tobie pamięta, nadal żyjesz. Wiara w to jest punktem wyjścia dla wszystkich zwyczajów, występujących podczas Dia de Muertos. Dlatego też, w kulturze Meksyku podtrzymywanie pamięci i opowiadanie o swoich przodkach jest tak istotne. Podczas meksykańskiego okresu Dia de Muertos, czyli w nocy z 1. na 2. listopada i w trakcie poprzedzającego tygodnia, rodzina zmarłego buduje dla niego prowizoryczne ołtarzyki.

 

Ołtarzyk podczas Dia Muartos

Ogromny ołtarzyk podczas Dia Muartos, w restauracji na Plaza Garibaldi

 

Ołtarzykami są po prostu udekorowane stoliki, na których stawia się pamiątkowe zdjęcia oraz ulubione potrawy i napoje tego, kto odszedł. Często z głośników wybrzmiewa muzyka, której dana osoba zwykła słuchać za życia, a czas spędza się tak, jak niegdyś spędzał go nieżyjący już bliski. W ten sposób jest on przywracany do życia, a wspomnienia przestają przybierać formę nieodwracalnej przeszłości. Bliskość nieobecnych trwa na swój specyficzny sposób dalej i jeszcze długo po odejściu ciągle czuć ich obecność.

Ktoś powie, że taką postawę można nazwać przekłamaniem rzeczywistości, ale jakby nie patrzeć, faktycznie ułatwia ona pogodzenie się z tragedią, tworząc poczucie trwałości, ciągłości istnienia, bliskości, a nawet mistycznego kontaktu z zaświatami. Meksykanie szczerze wierzą, że odpowiednio przygotowując się do święta, umożliwiają bliskim odwiedzenie swojej rodziny i utęsknionego domu. Wbrew pozorom, także w dosłownym rozumieniu.

 

Dia de Muertos – znaczenie w kulturze

Dia de Muertos znaczy dla Meksykanów wiele. Od każdej zapytanej w kraju osoby słyszałem, że jest to bezwzględnie najważniejsze święto w kalendarzu, stanowczo przewyższające swoją wartością i powszechnym zaangażowaniem inne, jak na przykład Boże Narodzenie, Nowy Rok, a nawet hucznie i dumnie obchodzony Dzień Niepodległości. Szykując się do Dia de Muertos, Meksykanie wierzą w niemal bezpośredni kontakt z bliskimi. Nie tylko wspominają dawne czasy, ale spędzając przy grobach wiele godzin, spożywają “wspólnie ze zmarłymi” ich ulubione potrawy, grają na instrumentach, śmieją się, a czasem nawet tańczą.

Grób podczas Dia de Muertos

Ozdobiony (w raczej stonowany sposób) grób. Widoczne czaszki, kwiaty i LED-owe oświetlenie

Przechadzając się tego dnia po meksykańskim cmentarzu Marta i ja byliśmy jedynymi osobami, których zaskakiwały dyskotekowe wytwornice dymów, stroboskopy, kolorowe neony i głośna muzyka wokół kilku grobów. Szybko wytłumaczono nam, że “widocznie ktoś, kto tu leży, lubił w przeszłości głośno imprezować”, więc oczywistym jest, że właśnie w taki sposób rodzina wita go raz do roku na Ziemi. Powszechna na cmentarzu tequila, piwo, czy pulque, są dla wszystkich zupełnie zrozumiałe. W końcu tak rzadko spotykasz się ze zmarłymi, że to doskonała okazja, by się zabawić, wznosząc (z nimi) wspólny toast. Zamiast płakać, wszyscy cieszą się, że znów są razem, przynajmniej w ten jeden dzień.

Warto też wspomnieć o wyglądzie miast w tym okresie. Wszędzie znaleźć można zdobione ołtarzyki, wielkie kościotrupy i wiszące nad ulicami proporczyki, które służą za kolorową dekorację. Na straganach sprzedaje się słodkawy Chleb Zmarłych (pana de muerto), lukrowe czaski i podobizny Catriny (bawiącego się, żeńskiego kościotrupa). Ją też można wymalować sobie na własnej twarzy, co meksykanie robią bardzo często. Z kolei po popularnych turystycznie miejscach przechadzają się przebrane za śmierć osoby, namawiające do wspólnego zdjęcia. Dia de Muertos to skomercjalizowane święto, zwłaszcza w dużych miastach, choć oczywiście nie brakuje w nim wspomnianej już, magicznej atmosfery.

 

Zwyczaje Dia de Muertos: jak przywołać zmarłego do domu?

Ołtarz Dia de Muertos

Mały ołtarzyk w mieszkaniu. Widać kwiaty, świece, ozdoby i smakołyki. Ze swojej strony dołożyliśmy kilka polskich (po lewej)!

Jak mówią wierzenia, zmarły czeka cały rok, by wreszcie spędzić noc w swoim domu. Zadaniem rodziny jest jednak zatroszczenie się o każdy szczegół, by potwierdzić, że bliski wciąż ma dokąd się udać. Bez tego, wrota na Ziemię nie będą mogły się dla niego otworzyć. Głównym obowiązkiem jest stworzenie wspomnianego ołtarzyka, ze zdjęciem i potrawami. Często znajdują się przy nich lubiane przez zmarłego alkohole, czasem też różne pamiątki. Kwiatami cempasúchil, sprzedawanymi w tym okresie na każdym targu, wyznacza się ścieżkę od drzwi domu do ołtarzyka. Blask jaskrawo-pomarańczowych płatków ma rozświetlać w mroku nocy drogę, podpowiadając zmarłemu gdzie znajdzie przysmaki.

W podobny sposób należy też ustroić nagrobek – by reprezentował życie zmarłego i każdemu o nim przypominał. Ważnym elementem są świecie. Pojawiają się na grobach i w domu, gdyż bez wyraźnego światła wielodniowe przygotowania mogą być niezauważone przez zmarłych. Odkąd Meksykanie zbliżyli się do religii katolickiej, w całym dniu nie powinno też zabraknąć modlitwy. Jednak elementem, który stanowi absolutnie wartość najważniejszą, jest po prostu pamięć. Tak długo jak pamiętasz o swoich bliskich, rozmawiasz o nich z rodziną i przyjaciółmi, mają oni zgodę na odwiedzenie Ziemi. Jeśli pamięć przeminie, zmarły na zawsze utknie w zaświatach i nigdy już nie będzie mógł odwiedzić swojego domu. Należy więc przekazywać wiedzę o zmarłych z pokolenia na pokolenie i nigdy ich nie zapominać.

 

Święto czy pogański zabobon?

Catrina podczas Dia de Muertos

Namalowany wizerunek „Catriny” – kobiety, symbolizującej zabawę ze śmiercią

Czy Dia de Muertos to katolicki zwyczaj? Wystarczy zerknąć na pomalowaną twarz Marty, by szybko zorientować się, że nie. Co ciekawe, jest jednak przez Kościół tolerowany. Dia de Muertos oryginalnie wywodzi się jeszcze z wierzeń prekolumbijskich, liczących nawet trzy tysiące lat i jest najstarszym religijnym świętem Meksyku. Hiszpanie, kolonizując Amerykę Łacińską od XVI wieku, zdołali stłamsić wiele dawnych obrzędów i rytuałów. Jednak śmierć w każdej kulturze odgrywa tak istotną rolę, że narzucenie nowych sposobów jej celebracji nie jest już takie proste. Hiszpanom znacznie łatwiej było adaptować meksykańskie tradycje Dia de Muertos do nowej, chrześcijańskiej rzeczywistości, niż zastępować je nowymi rozwiązaniami.

Tubylczym wierzeniom nadano nieco bardziej katolicki charakter. Zmieszano moc kwiatu cempasúchil z modlitwą do Matki Boskiej, a znaczenie wszechobecnych w tym okresie trupich kości umniejszono do roli symbolu, bez szczególnego znaczenia i mocy. Dziś więc meksykańskie kościoły to miejsca niezwykle. W czasie dnia zmarłych słychać chrześcijańskie modlitwy, otoczone blaskiem pomarańczowych kwiatów i kolorowych czaszek. Meksykanie w wyjątkowy sposób łączą dwa światy: wyuczone na przestrzeni kilkuset lat wierzenia katolickie i fascynującą kulturę, która pamięta jeszcze dawne czasy ludów prekolumbijskich.

 

Święto Dia de Muertos w Meksyku - obchody

Umarlaki przy biesiadnym stole, okolice Plaza Garibldi

 

Jakie wartości niesie za sobą Dia de Muertos?

W mojej opinii meksykańskie Święto Zmarłych jest fantastyczne. Jeszcze bardziej, niż wynika to z opisów w przewodnikach turystycznych. Żyjąc w okresie Dia de Muertos na niezamożnych przedmieściach Mexico City, z naszym wspaniałym przyjacielem i jego rodziną, poczuliśmy prawdziwą wartość tego dnia i poprzedzającego go tygodnia. Tą wartością jest podtrzymywanie więzi z bliskimi – także z tymi, których już zabrakło. Meksykanie nie dopuszczają do siebie możliwości utraty kogoś na zawsze. Dbają o to, by nie czuć pustki. Podczas tego pełnego zadumy okresu bawią się, w symboliczny sposób prosząc śmierć do tańca. Bo po co czekać, aż to ona nas zaprosi? Zresztą nawet wtedy na Ziemi pozostanie ktoś, kto będzie nas wspominał. Z kolei skoro ktoś o nas pamięta, zna nasze ulubione potrawy, słucha naszej ulubionej muzyki, rozmawia o nas z rodziną, spędza dzień tak, jak my chcielibyśmy go spędzić, to przecież istniejemy nadal. Nie znikamy bez śladu. Nie umieramy zupełnie. Kto więc wygrywa w takim pojedynku: człowiek czy śmierć?

 

przesuń

 

Dia de Muertos uczy wyjątkowego podejścia do smutku i stawiania czoła problemom. Pokazuje, że rodzina i bliscy są najważniejsi. Wyraźnie mówi, że życiem powinniśmy kierować tak, by po naszym odejściu inni nadal pozytywnie nas wspominali. Nie przez rok czy dwa, ale przez całe pokolenia. To wszystko ma ogromną wartość! Meksykanie wierzą, że tego specjalnego dnia ich najbliżsi powracają do domów, by znów przez chwilę spędzić czas z rodziną. Wierzą w to symbolicznie, ale na swój sposób też bardzo dosłownie. Trudno mi sobie wyobrazić bardziej optymistyczne świętowanie tego dnia, bo czy nie każdy tego właśnie chce? Wiedzieć, że bliscy wciąż są wśród nas i po śmierci samemu zostać zapamiętanym? Mimo różnic kulturowych, warto świętować śmierć po meksykańsku, także w Polsce, we własnych domach.

 

Zgłębianie wiedzy o Dniu Zmarłych w Meksyku

Swego czasu stworzyliśmy krótkometrażowy film dokumentalny, w formie wywiadu i relacji, by oddać atmosferę Dia de Muertos. Niestety, zaskakująca awaria dysku spowodowała, że już po zakończeniu pracy nad nim i dziesięcioma innymi filmami z różnych regionów Meksyku, wszystko bezpowrotnie przepadło, po niemal roku pracy, zaledwie na dwa tygodnie przed publikacją. Zabrakło też plików źródłowych, więc materiał nie jest możliwy do odtworzenia. Pozostają więc wyłącznie opowiadania, zdjęcia i nadzieja, że kiedyś znów powrócimy do naszych przyjaciół w Meksyku, a potem zdobędziemy w sobie siłę i motywację, by przygotowywać to wszystko od nowa.

Choć wyobrażałem sobie to inaczej, mam nadzieję, że przynajmniej tym artykułem choć trochę udało mi się przybliżyć atmosferę tego niezwykłego święta i nakłonić do jego dalszego poznawania. Zasługuje na to, bo jest naprawdę cudowne. Nie mogę odesłać cię do swojego filmu, niestety, ale polecam zerknąć na YouTube, by zobaczyć jak to święto wygląda. Z kolei jeśli kiedykolwiek przytrafi się okazja, by polecieć do Meksyku, wybierz właśnie przełom października i listopada. Zwyczaje znakomicie oddaje też popularna bajka „Coco”, dokładnością której zachwycał się nawet wspomniany na początku meksykański przyjaciel. Jest pasjonatem historii i kultury, więc za jego rekomendacją, na pewno warto włączyć sobie ten film. Zachęcam też do odwiedzin naszej meksykańskiej grupy na Facebook, gdzie można łatwo wymienić się pytaniami i spostrzeżeniami na temat tego święta. Zrozumienie i doświadczenie Dia de Muertos może naprawdę wiele nauczyć i zmienić spojrzenie na wszystko to, co w życiu trudne.

Autor: Łukasz

Komentarze

Dodaj komentarz