Dziś minął ostatni wspólny dzień podróży. Zanim go opiszę, chciałbym raz jeszcze podziękować chłopakom za super wyprawę. Bez nich nie byłoby tak ciekawie i bardzo się cieszę, że udało mi się ich poznać… Dodatkowe brawa dla Rolanda, za to że jest najlepszym kierowcą pod Słońcem 🙂

Rano wyruszyliśmy z Grand Junction do Denver. Po drodze zboczyliśmy, by zobaczyć Black Canyon. Całkiem inny niż to, co widzieliśmy wcześniej. Pierwszym wrażeniem było głośne ‘wow’. Po parku czas przyszedł na pięć godzin jazdy i oddanie samochodu w Denver. Szybkie pakowanie, a następnie wyjazd na lotnisko…

Dawniej myślałem, że nie będę zasyfiał bloga odpychającymi śmieciami tego miejsca, ale jednak to, co zobaczyłem, wywarło uczucie strachu i niepewności na całej czwórce. Tak jak czytałem wcześniej, ‘lotnisko’ wygląda zarówno z daleka, jak i bliska dość… nazwijmy to: dziwnie. Żeby nie popadać w histerię na blogu, nie będę rozpisywał się o tym, czym to chore miejsce jest. Mam nadzieję, że dodane zdjęcie (ogromny obraz w głównej części terminala), jak i fakt, że na widok ‘Konia Apokalipsy’, z daleka świecącego czerwonymi oczyma i ja, i Marta, która zdążyła go zobaczyć, poczuła niesamowity lęk, skłoni do poczytania o lotnisku w Internecie… Będąc tam, stojąc obok strasznych symboli, w tak wielkiej ilości, każdy z nas poczuł się nikim. Pioneczkiem do wykorzystania i zniszczenia. Bo to nie była strona Internetowa, czy film na YouTube. To było fizycznie namacalne. Każdy posąg, obraz czy napis widzieliśmy na własne oczy. To było naprawdę coś niezwykłego.

Dodatkowo byłem podwójnie przeszukany przez ochronę. Odmówiłem z Martą skanowania nowym wynalazkiem, polegającym na prześwietlaniu ubrań i zapisywaniu zdjęć nagiego ciała przez kolejnych kilkadziesiąt lat, a dla ochrony problemem było włączenie zwykłego skanera metalu, więc poproszono nas na ‘indywidualną kontrolę’. Marta była wolna po minucie. Mnie obmacali raz i chyba im się spodobało, bo chwilę poźniej poproszono mnie do oddzielnego pokoju, gdzie obmacano mnie nieco dokładniej. Cały czas namawiali do skorzystania ze skanera, ale się im nie dałem, wooohooo!!! 😀 No i całkiem przyjemnie było 😀

Lot JetBlue do Bostonu dobiegł końca. Póki co jest to najlepsza linia, jaką mieliśmy 🙂 Dobrze, że za chwilę lecimy znów z nimi, by pozwiedzać Waszyngton.

Na zdjęciach dodatkowo: Halloween w WalMarcie oraz oglądanie zdjęć w samolocie.

Przepraszam za wyładowanie emocji, miłego dnia 🙂

Komentarze

  1. Milton
    14 stycznia, 2014

    I simply could not leave your web site prior to suggesting
    that I extremely loved the standard info an individual supply for your
    guests? Is going to be back often to investigate cross-check new posts

Dodaj komentarz