Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy perspektywą wycieczki na plaże, gdzieś między Santa Monica i Malibu. Gdy wróciłem z prowiantem ze sklepu do mieszkania nasz gospodarz zaproponował nam jednak, że jeśli chcemy, może z nami pojeździć po mieście i wykorzystać brak ruchu (dziś Święto Dziękczynienia i Amerykanie mają ciekawsze rzeczy do robienia niż zapychać miasto samochodami). Wyruszyliśmy przed siebie.

Świetnie, bo Abdiel (gospodarz) jechał tam, gdzie chcieliśmy. Odwiedziliśmy wiele lokalnych, mało popularnych miejsc, które zawsze chciałem poznać, a które niekoniecznie były po drodze. Czułem się bardziej jak mieszkaniec LA, niż turysta. Wreszcie! I bardzo jestem z siebie dumny, gdy to ja tłumaczyłem tubylcowi drogę, albo przedstawiałem co widzimy przed sobą! 😀 Super uczucie. Zobaczyliśmy Pasadena i tamtejszy legendarny Caltech, znany w popkulturze chociażby za sprawą Teorii Wielkiego Podrywu. Następnie ratusz, a po kilku przebytych milach – niespecjalnie ciekawe Frogtown. Jadąc wzgórzami zaliczyliśmy Obserwatorium Griffitha, domy gwiazd, ulicę Chevy Chase’a (poważnie!!!), kilka kolejnych zachodnich dzielnic oraz wszystkie mało popularne wśród turystów plaże: od rzadkiej w skali świata plaży przy samym lotnisku, przez El Segundo, Redondo, półwysep Palos Verdes (który jak się przekonałem trzeba odwiedzić przy kolejnej wizycie!!!) oraz dzwon przyjaźni koreańsko-amerykańskiej, nieopodal Long Beach. Bardzo bardzo udany dzień. Zwłaszcza, że po zachodzie słońca wracaliśmy przez pełne oświetlonych wieżowców Downtown!

A jutro: BLACK FRIDAY. Czarny Piątek… Centrum handlowe już wypatrzone. Budziki nastawione. Czas start! Oczywiście na plażę też idziemy 🙂

Autorzy:Łukasz

Komentarze

Dodaj komentarz