Fog is everywhere…

Nic się nie dzieje… Strasznie szybko lecą dni, teraz mamy sporo dzieciaków, ale najgorszy tydzień dobiega końca. Od wczoraj mamy tragiczną pogodę. Leje, burza ogromna, cały czas chmury i mgła. I tak jeszcze nas chyba przytrzyma ta pogoda…

Na szczęście udało się wczoraj Marcie wyjechać do Bangor Mall. Kupiła sobie buty, naprawdę świetne, jedną koszulkę, a w Walmarcie – uniwersalną przejściówkę na cały świat i to za 10 dolarów (a nie 20 funtów – tyle chcieli na lotnisku!!!). Do tego Hersheys, Arizonka, Doritos…

Zepsuły mi się słuchawki i kończy zapas DX2 :/ Będę łysy… Coż poza tym… Ostatnio często myślę o podróżach w przyszłym roku, zaczęliśmy też czytać przewodnik po Japonii. Chyba przyszedł też czas na zamawianie biletu do Nowego Jorku i szykowanie się na błyskawiczne zwiedzanie Brooklynu.

Dodaję na szybko dwa zdjęcia z kampu – oczywiście za mgłą, a na szybko bo biegnę zaraz na obiad 🙂

Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: