Seul w 3 dni: Gangnam Style i oszałamiający koniec wycieczki

Seul to ogromne miasto, tak wszyscy mówią. Spędzając dwa pierwsze dni w samym centrum, nie bardzo potrafiliśmy sobie to wyobrazić, bo wszystkie atrakcje znajdowały się w wygodnej dla nas do przejścia odległości. Dziś jednak wyruszyliśmy za rzekę, do Gangnam.

Przejazd metrem trochę trwał, choć według mapy wcale nie pokonaliśmy wielkiej odległości. To pokazuje ogrom metropolii. W dzielnicy, słynnej za sprawą rekordowo popularnej piosenki, atrakcją jest m.in. pomnik Gangnam Style. Zdjęcie zaliczone. Poza tym Gangnam to mieszanka nowoczesnych, wysokich biurowców, centrów  handlowych i wąskich, bezchodnikowych uliczek, pełnych sklepów i restauracji. Zupełny kontrast. Piękny klimat, który absolutnie nas oczarował!! 🙂

Tam zjedliśmy też rocznicowy obiad, o którym Marta całkiem sporo się naczytala. W Korei popularne są restauracje z indywidualnymi grillami. Siadamy przy stoliku, po środku którego znajduje się płyta grzewcza/grill. Zamawiamy wybrany rodzaj mięsa lub owoców morza i… grillujemy. Wydaje się trochę banalne, prawda? Nic bardziej mylnego. Do tego typu potraw używa się bardzo wysokiej jakości mięsa, w ogóle nie przyprawionego, by nie zaburzać smaku. Kolejne kawałki grilluje się po kolei, po jednej drobnej porcji – robi się z tego nie lada ceremonia! Nie jest to więc typowy polski lub amerykański grill, a coś naprawdę niezwykłego, co czuć w dosłownie każdym kęsie. My wybraliśmy wołowinę i boczek, wszystkie pocięte na bardzo cieńkie plasterki. Standardowo, otrzymaliśmy przystawki, wodę, a dodatkowo poprosiliśmy o lokalne piwo. Super pomysł na wspólny obiad. Sporo frajdy, a smak po prostu przegenialny. Jeden ze smaczniejszych obiadów w życiu!

Po Gangdam udzieliliśmy wywiadu koreańskiej telewizji, podobno dla jednego z najpopularniejszych programów TV (ekipa uwieczniona na selfie). Pytali nas o takie parasole, dające cień przed przejściami dla pieszych. Chcieli wiedzieć, czy widzimy coś takiego po raz pierwszy, czy mamy je w Polsce, lub czy widzieliśmy gdzieś na świecie. Musimy chyba na zmianę śledzić wszystkie koreańskiej stacje on-line, żeby to gdzieś wyłapać! 🙂 Następnie przeszliśmy pieszo na N Seul Tower. Strasznie to daleko, a wzgórze, na którym stoi wieża jest potężne… ale daliśmy szczęśliwie radę. Park, który znajduje się w niższych partiach góry jest ślicznie zaaranżowany i naprawdę zadbany, a w wyższych partiach zamienia się po prostu w gesty las o stromym stoku, ze skałkami, konarami drzew i strumykami. Poziom trudności szlaku porównałbym do typowo turystycznych tras w Tatrach. Taki seulski Giewont, może trochę łatwiejszy.

Na szczycie „Giewontu” zamiast krzyża, znajduje się potężna wieża widokowa. Już w trakcie wspinaczki widok na położone gdzieś daleko na dole miasto oszałamiał. Z kolei po pokonaniu windą dodatkowych 230 metrów… „wow”! Zwykle miejskie tarasy widokowe znajdują się na dachach drapaczy chmur (Warszawa, Frankfurt, Nowy Jork…), a tutaj taki drapacz chmur dodatkowo znajduje się na szczycie wysokiej góry, po środku miasta (dosłownie, tak twierdzą znaki informacyjne). Mówiąc szczerze, mnie ten widok nie potrafił zachwycić. Kilka razy mówiłem Marcie, że dachy innych wieżowców i całe miasto są tak nisko, że wyglądają jakbym patrzył na widokówkę, albo robił zdjęcie zza okna samolotu. Kiedy jednak na spokojnie myślę, że na żywo widzieliśmy taki widok… to jestem szczęśliwy. 🙂

Wracając musieliśmy minąć chyba jakąś mapkę, bo zamiast w stronę mieszkania, zeszliśmy szlakiem po drugiej stronie góry. Kolejne półtorej godziny zeszło na nadrabianie trasy, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Skręciliśmy w jakieś strome osiedla, zupełnie nieturystyczne, momentami wręcz ciemne i głuche. Poznaliśmy Seul z zupełnie innej strony. Cały czas czuliśmy się bezpiecznie. Nie spotkaliśmy dziwnych, ciemnych typów, a raczej uśmiechniętych nastolatków i starszych ludzi z zakupami. Był też lokalny (nieturystyczny) targ, osobiście poczułem klimat Meksyku w azjatyckim wydaniu.

Jutro wracamy, wylot przed południem. Pamiątki kupione, koreańska kuchnia poznana, wiele świetnych miejsc odwiedzonych. Było wspaniale! Wielu dzielnic jeszcze nie widzieliśmy, więc musimy jeszcze kiedyś nadrobić zaległości… 🙂

 

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: