Aloha!

Wczorajszy dzień spędziliśmy głównie na plażowaniu, przynajmniej w teorii. W sumie na plaży spędziliśmy tylko dwie godziny. Ale po kolei: z rana postanowiliśmy przebiec się trochę w ramach przygotowań do biegu niepodległości, ale było parno, duszno, gorąco i generalnie nie biegło się szczególnie przyjemnie. Następnie pojechaliśmy do parku Waimea, znanego za sprawą wodospadu o tej samej nazwie, ogrodów botanicznych i bogatej historii. Jest to bodajże jedyne prawdziwe wielkie centrum kulturowe na wyspie Oahu. Inne zabytki po dawnych mieszkańcach są albo znikome, albo sztucznie odtworzone w postaci parku rozrywki.

Wycieczka po Waimea: kultura dawnych Hawajczyków

Waimea to wielki obszar od szczytu wzgórza po ocean – tak, jak niegdyś dzielono ziemię między rodziny, by każda miała dostęp do zasobów na kolejnych wysokościach. Jako jedyni poczekaliśmy na pieszą wycieczkę szlakiem historycznym i w dwójkę, razem z przewodniczką zwiedzaliśmy dolinę. Cudowna sprawa, a cały park naprawdę piękny. Na samym szczycie znajduje się wodospad zasilany czystą wodą deszczową, u którego stóp można się kąpać (co uczyniliśmy). Przewodniczka pokazywała nam dawne domy, ogrody, sposoby leczenia chorób i ogólnie: znakomicie przybliżyła nam hawajską kulturę.

Następnie, około południa faktycznie pojechaliśmy na jedną z plaż. Fale były potężne, kilkumetrowe, a prąd ekstremalnie silny. Mimo to, o zakazie kąpieli mowy nie ma! Super 🙂 daliśmy radę. Po drodze Marta zjadła lokalny przysmak – krewetki w czosnku, a ja rybę – wszystko z food-trucka. Z kolei za kolację posłużyła nam kiełbacha z ogniska, ponoć portugalska.

 

Zobacz, jak wyglądała wycieczka po Waimea i kolacja z hawajskiego food-trucka:

 

Dziś mój urodzinowy dzień nie przypomina wyjątkowo udanego. Co prawda, rano pojechaliśmy do lokalnego baru na amerykańskie naleśniki (Marta z orzechami macadamia, a ja z bekonem, jajkiem i syropem klonowym), ale gdy chcieliśmy na dobre opuścić campground i wyjechać z dobrym czasem do Honolulu… padł akumulator. Nikt na polu namiotowym nie mógł pomóc, więc musieliśmy czekać prawie dwie godziny na czarodzieja z naszej wypożyczalni, Alamo, który finalnie go podładował. Niestety, opóźnienie spowodowało, że do hostelu dotarliśmy za późno, w godzinach przerwy biura. Musieliśmy więc czekać kolejne trzy godziny na otwarcie… finalnie do miasta wyjdziemy dopiero za chwilę, około 16-tej, a nie przed południem, jak planowaliśmy. 

Ale będzie Hard Rock. I będzie lokalne piwo.

Pozdrawiamy.

PS.: Kasia, Przemek – nie możemy być w pełni na bieżąco… ale gratulacje!!! Wszystkiego dobrego dla całej Waszej trójki 🙂  he’s handsome 😉

Autorzy:Łukasz

Komentarze

Dodaj komentarz